szaro blog
Pamiętać o marzeniach
Długo tu nie zaglądałam. Nie było o czym pisać? Było. Zwykłe "szare" i wcale nie takie szare dni, dużo zdarzeń małych, takich całkiem do przeżycia, nie koniecznie do zapisania. Piękne jest to nasze życie, zwłaszcza gdy w ferworze walk o wszystko i nic - nie zapomina się go przeżyć...
Banał - powie jakiś przeciętny czytacz, w którego obecność tu nie wierzę:) Albo i - bzdura. Przecież życie wdziera się w nas każdym porem skóry, każdym widokiem i dźwiękiem, każdym najmniejszym doświadczeniem. Nie da się "zapomnieć" go przeżyć. Nie da się? Rozejrzyj się. Popatrz na ludzi, którzy Cię otaczają. Ilu z nich pamięta przeżyć życie? A ilu pamięta, by przeżyć je tak, jak chciało?
Jeśli tu zaglądasz - pewnie masz powód. Może jesteś moim znajomym, przyjacielem... Może gdzieś błysnął refleks nagłówka a Ty zapomniałeś o marzeniach. Może właśnie sobie przypomniałeś. Może pamiętałeś zawsze i wiesz, jak bardzo są ważne, może widzisz jak tanieją i powszednieją w szarości, powszedniości, zwyczajności...
Są takie zdarzenia, które potrafią przewartościować wszystko. Świat odwrócić do góry nogami i na lewą stronę. Bolą. Wyciskają łzy. Stawiają na granicy rozpaczy. Przypominają o nadziei.
Dobrze, że są. Bez nich nie bylibyśmy ludźmi. Być może są wśród nas tacy, którzy potrafią pamiętać o marzeniach codziennie, bez wzlotów i upadków, bez ocierania się o cudzy lub własny dramat. Tym zazdroszczę. Tych chciałabym spotykać jak najczęściej. Bo pamięć o marzeniach otacza człowieka jakąś aurą. Jakąś pasją. Czyni go źródłem nadziei, dla świata, dla bliźnich.
Przez chwilę (a chwila trwała o parę miesięcy a może i lat za długo) wydawało mi się, że pamiętam o marzeniach. Marzyłam o pracy, która daje satysfakcję (i miałam ją), marzyłam o szczęśliwym związku (i miałam jego złudzenie). Marzyłam o... Zachowaniu status-quo i trwaniu. Jest dobrze, jak jest. Lepsze jest w końcu wrogiem dobrego, czyż nie?
Marzenia dzieliłam na codzienne (te, co to je miałam spełnione lub niemal spełnione) i... Niespełnialne.
A przecież... Nie zawsze tak było. Kiedyś w moich marzeniach były góry. Były wieczory przy ognisku, wieczory z gitarą. Były pęcherze na nogach i ból ramion. Była zdrowa dusza, która wyrywała się tam, ku szczytom.
Jak to możliwe, że zapomniałam o górach?
Jak to się stało, że nie pamiętam ostatniego wieczoru z gitarą?
Czemu nogi, choć nie takie stare jeszcze, bolą głównie z braku ruchu?
Czemu serce tak nieznośnie kłuje, gdy ktoś (Mądry Bardzo Ktoś) puszcza piosenkę o tym, że życie jest piękne, że jest Darem, że jesteśmy wolni, że marzeniom trzeba dać szansę?
Banał?
Nie.
Najprostsza życiowa prawda. To, że prosta, nie znaczy że jakoś zła. Jeśli masz ten komfort, że Twoje życia składa się z prostych prawd - jesteś na dobrej drodze do szczęścia. Jeśli są między tymi prawdami poutykane okruchy marzeń (marzeń, nie złudzeń - to różnica, łudzimy się wtedy, gdy zatracamy wiarę w marzenia i usiłujemy "przywyknąć" do tej rzeczywistości, którą sami przecież tworzymy), tak więc - jeśli masz te prawdy i te okruchy - jesteś szczęśliwy.
Jeśli marzyłeś o Spotkaniu z Człowiekiem a spotkałeś "ktosia", "niktosia", "kogosia zamiast" - może warto rozejrzeć się raz jeszcze. Jeśli marzyłeś o widoku ze szczytów a utknąłeś w Mieście - może warto spakować plecak i ruszyć w "tam". Jeśli sploty okoliczności doprowadziły Cię "w to miejsce" i trzymasz się go uparcie, bo tak widać miało być i nieważne, że Miejsce, (to Miejsce, to gdzie chciałeś być) jest setki kilometrów stąd - może warto zatrzymać się i... Zawrócić?
(Jest jeszcze opcja, że marzyłeś tylko o fantastycznej karierze, wielkim domu lub najnowszym modelu samochodu marki X... Cóż - albo jesteś materialistą, albo straciłes po drodze coś/kogoś ważnego. Może siebie a może to duże "C" z samego początku człowieczeństwa).
Dziś zrozumiałam, że nie chodzi o to, by rzucić wszystko i biec w niewidzialne "gdzieś" w pogoni za jeszcze mniej widzialnym króliczkiem. To ucieczka. Nie chodzi o to, by uparcie i wbrew wszystkiemu trzymać się drogi wytyczanej przez nierealne mrzonki. To głupota. Ale jeśli zbyt daleko odejdziesz od kursu wyznaczonego przez te "durne Marzenia" - one odejdą od Ciebie. Schowają się w jakimś kącie tak, jak chowa się odrzucone dziecko. Będą żyć swoim życiem. A Ty - będziesz żyć pustką. I pewnego dnia obudzisz się pośród stada złudzeń i niespełnień. Czy warto?

Dziś usłyszałam wśród wielu pięknych słów zdanie: "Twój największy obowiązek to ocalić marzenia". I myślę sobie, że to nie do końca tak. Nasz największy obowiązek to wziąć odpowiedzialność za swe marzenia. Jasne, czasem zdaje się, że trzeba jakiemuś dać w łeb, ot zwyczajnie, by żyło się wygodniej. Ale jeśli zabijamy marzenia lub o nich zapominamy - zabijamy też lub zapominamy jakiś kawałek siebie. Może ważniejszy, niż nam się wydawało. 


szaro 2008-09-28 01:06:21
skomentuj (0)

A jednak...
Dziwne to życie. Boimy się powiedzieć prawdę. Mówimy i... Świat się nie zawala. Uczyli: "świat odważnym sprzyja"... Z każdym dniem bardziej doceniam tą odwagę. Z każdym dniem - bardziej się boję. Siebie. Świata. Prawdy. A jednak... Coś jest w tym starym stwierdzeniu: "pradwa Cię wyzwoli".
Kiedy dojrzewasz do zmierzenia się z tym, co prawdziwe, do wzięcia się za bary z konsekwencjami tej prawdy... Cóż... Nawet jeśli to boli - okazuje się, że świat jednak kocha swoje dzieci.
"Będzie, co ma być"...
Na pewne rzeczy tyle mamy wpływu, ile na fakt, że jutro wzejdzie słońce.

szaro 2008-05-09 01:28:45
skomentuj (0)

Ciągle żywa...
Choć z racji faktu,że na blog nie zaglądałam jakoś ponad pół roku - szczerze wątpię, by ktokolwiek to robił:)
Na chilę (he, he:) ) człowiek zniknie, a tu zmiany graficzne takie, że ledwo można się we własnym (acz wirtualnym) świecie odnaleźć. Jeśli z szanownych czytaczy ktoś jeszcze pozostał - cóż, pozdrawiam serdecznie. Obawiam się niestety, że nieprędko następnym razem wstukam słów parę. Jakoś tak... Nie bardzo jest o czym. Życie toczy się pomału i zgodnie z planem. Zawirowań godnych opisania - brak. Absurdalność świata, na bieżąco dyskutowana ze znajomymi - szczególnych komentarzy się nie domaga. Ot życie. Prawdziwe tak, że potrzeba wyrzucania słów w przestrzeń niczyją gaśnie... Choć być może fakt, że w ogóle powstaje ta notka świadczy o czymś wręcz przeciwnym.

szaro 2008-04-04 00:17:39
skomentuj (0)

Jasnowidz cy cuś???
TVN: W sztabie PiS pojawiają się spekulacje, że być może z powodu przedłużającej się ciszy wyborczej trzeba będzie złożyć wniosek o unieważnienie wyborów.

NO COMMENTS

szaro 2007-10-21 22:32:54
skomentuj (0)

"Ten kraj powiadam...
... jest chory. Władają nim..." Żeby nie bylo, że agitowałam, łamiąc ciszę wyborczą o godzinie 22-giej z minutami. To PKW dała Ciała? Czy może zakusy ABW, CBŚ, czy jakichkolwiek innych organów wewnętrznych, coby była podstawa do unieważnienia wyborów?

Jeśli PKW - no to doprawdy niewiarygodne! Rzekłabym mawet: to po prostu niesamowite. Ludzie głosują! No nie możliwe! Pięćdziesiąt kilka procent. Nawet jesli w mieście byłoby 70... To karty przygotowuje się chyba dla wszystkich?

Jeśli to drugie... Zaraz? W jakim kraju ja żyję, że w ogóle przychodzą mi do głowy takie paranoidalne myśli???

szaro 2007-10-21 21:55:58
skomentuj (0)

A jednak:)
Odszczekuję niniejszym słowa o nie znalezieniu kandatyata, który by mi odpowiadał. Wymagało to wysiłku, niemałego, ale okazało się wykonalne. Szkoda tylko, że szanse, żeby zasiadł w sejmie są przy obecnej organizacji wyborów i rozdzielaniu mandatów - tak niewielkie. Za młody, by to co ma do powiedzenia trafiało do większej ilości osób.

Pozostaje mieć nadzieję, że więcej jest osób, które mimo wszystko - szukały, myszkowały, czytały, sprawdzały zamiast - zadowalać się papką serwowaną w telewizji.

szaro 2007-10-21 17:46:56
skomentuj (0)

Politycznie (mimo ciszy)
Nie, nie jestem świadomym wyborcą, znającym nazwisko "swojego" kandydata na miesiąc przed wyborami. Niestety, bo już przy poprzednich myślałam sobie, że może warto by to zmienić.

Nie, nie oglądałam debat, choć teraz tego żałuję. Nie oglądałam, bo myśl o wysłuchiwaniu obelg i oszczerstw (we wszystkie strony) przyprawiała mnie o gęsią skórkę.

Nie, nie zostanę jutro w domu.

Nie. Nie pójdę do urny, żeby głosować "przeciw", choć taki pierwotnie miałam zamiar. Chcę głosować "za", choć nie do końca jest za czym. Złoszcząc się na siebie - czytam programy. Złoszcząc się surfuję, przyglądając się kandydatom z list wyborczych. Nie tylko tym, którzy zakładając strony i wypełniając kwestionariusze dotyczące poglądów - dają się bliżej poznać takim zwykłym szarakom, jak ja, ale i tym, którzy mniej lub bardziej mądre rzeczy powiedzieli "po drodze" do stołków.

I tylko jedno mnie boli. Ileż w tym wszystkim jest agresji. Ileż braku dyplomacji (nie w znaczeniu krętactwa, lecz zwykłego taktu). Ile wyzwisk wśród internatów, narzekających na to, że politycy się żrą... Ile "nakopiemy im", "pokażemy im..." Pokażemy... co? Nie znalazłam w swoim okręgu wyborczym polityka (lub kandydata na tegoż) który mówiłby o swoich poglądach w kontekście tego co chce zmienić, naprawić, polepszyć, bez dowalania innemu, tylko za to, że inaczej myśli... Zło już się zadziało. Czy zaradzimy mu - pokazując jak wielkie było?

szaro 2007-10-21 02:00:12
skomentuj (2)








::księga::

archiwum
2008
wrzesień
maj
kwiecień
2007
październik
wrzesień
sierpień
czerwiec
maj
kwiecień
luty
2006
grudzień
listopad
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
październik
wrzesień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec




zawsze:)
duchowo

czasem:
elementy



cd... składzik

kontakt:
szaro